W pobliżu Antalii, miejsca szczególnie ulubionego przez naszych rodaków do spełniania swoich wakacji współczesna myśl turecka wyprodukowała owoc naszej cywilizacji; Ogród Tolerancji. To techniczna nazwa do pierwotnej, która brzmi Ogród Religii. Jest to dość malownicze i spokojne miejsce położone niedaleko śródziemnomorskich plaż, otoczone polami golfowym i zacienione rozłożystymi sosnami. W centrum tego ogrodu jest zespół budynków świątynnych trzech religii monoteistycznych. Zanim podzielę się moim dość krytycznym spojrzeniem, chciałbym nieco przybliżyć kulisy powstania tego tworu.
Aby w Turcji mógł powstać kompleks trzech świątyń z zapleczem socjalnym muszą działać całkiem pokaźne siły. Otóż taką siłą, która jest w stanie wywołać poruszenie ekip rządzących jest Unia Europejska, a dokładnie chęć przynależenia do niej. To właśnie na kanwie starań o członkostwo w 2004 roku podjęto decyzje, aby zamanifestować tutejszą tolerancje i chyba jeszcze „coś”, czego nie chcę tu opisywać. Rząd podjął odpowiednie decyzje, a miejsce i fundusze znaleziono wśród hotelarskiej magnaterii, która chętnie do swoich propozycji dopisała miejsce sakralne, aby wzbogacić swoją ofertę pośród konkurencji i podnieść zaufanie co do swoich zamiarów. Już wtedy w necie pojawiła się wzmianka na ten temat.
To, co zobaczyłem po sześciu latach od powstania tego obiektu napełniło mnie poczuciem grozy. Meczet, kościół i synagoga, nie za duże, dość schludna architektura, eleganckie wykończenie i jedna wielka PUSTKA. Trzy świątynie położone jedna od drugiej w odległości 3 może 4 metry. Można by powiedzieć, że pod wspólnym dachem, choć w gabarytach brył dominuje meczet, ale żywego ducha tam nie uświadczysz. Ksiądz Korten z Antalii wybiera się tam ze swymi parafianami 2 razy do roku, aby jeśli zabłądzi tam jakiś człek, pozwolić mu doświadczyć wspólnoty. W meczecie bywa jakiś imam, ale ani go nie było, ani ponoć nie posługuje się żadnym z języków ogólnie komunikatywnych. W synagodze ani rabina, ani chętnych do modlitwy nie widziano od początku. Cóż, tak to już bywa, kiedy ideolodzy pragną nagiąć rzeczywistość do swoich abstraktów myślowych. Boję się, aby pokusa znalezienia szybkiego i taniego lokum dla wspólnoty lub płytkie rozumienie tolerancji w Europie nie doprowadziło nas do pięknego ogrodu ze ślicznymi pomnikami naszej tradycji. Taki ogród zwie się cmentarzem, a laickość grzebie tam swoich przeciwników. Chyba lepiej postawić na dialog międzyreligijny, który kosztuje, ale prowadzi do zbudowania każdej ze stron w nim uczestniczących.
1 komentarz:
Byłam tam w 2006 roku i też wiało pustką. Za kilka lat to zniszczeje, albo stwierdzą że lepiej z kaplicy i synagogi zrobić pomieszczenia gospodarcze, albo sklep.
Prześlij komentarz