2007-12-14

w drodze po wiedzę

Dziś mija nasz drugi tydzień szkolnej przygody z językiem tureckim. Od razu pragnę zaznaczyć, że język turecki nie jest taki straszny jak zwykło się myśleć o językach azjatyckich. Przede wszystkim język ten posługuje się alfabetem łacińskim i w przeciwieństwie do języka polskiego obcokrajowiec ze słuchu może go napisać lub inaczej: czyta się dokładnie to, co jest napisane (oczywiście z małymi wyjątkami potwierdzającymi regułę). Problemem, który zwłaszcza na początku daje się we znaki jest to, że prawie nie ma w nim wyrazów podobnie brzmiących do naszej grupy językowej. Powoduje to, że student języka tureckiego nie może liczyć na zrozumienie czegokolwiek na drodze skojarzeń lub porównania, trzeba się wszystkiego nauczyć od podstaw.
W naszym przypadku wszelkie wiadomości związane z językiem tureckim zdobywamy na państwowej uczelni, która w oryginale brzmi: Ankara Üniversitesi TÖMER. Przy okazji można zajrzeć na tę stronkę. Oczywiście studiujemy w filii tego uniwersytetu, która mieści się w centrum Izmiru. Cały kurs składa się z 12 miesięcznych kursów, które można przerywać lub rozpoczynać w dowolnym momencie w zależności od tego czy są chętni do edukacji na danym poziomie. Studia nie należą do tych, które zwykło się nazywać "letnią" szkołą językową. Każdego dnia mamy 4 godziny lekcyjne, co w tygodniu daje 20 godzin. Wykłady rozpoczynają się o 9.00, a kończą o 12.50. Ponadto w domu należy przeznaczyć jeszcze co najmniej 1 godzinę na odrobienie zadań i przyswojenie materiału. W sumie wychodzi na to, że podczas naszej drogi do szkoły zamiast podziwiać przepiękne widoki izmirskiej zatoki, zatapiamy się w turecką lekturę. Nasza klasa liczy 18 osób. Oprócz nas są ludzie z Algierii, Palestyny, Pakistanu, Rosji, Ukrainy, Białorusi, Niemiec, Kosowa i Wielkiej Brytanii. Pierwszy stopień naszego kursu zakończymy egzaminami: pisemnym z gramatyki i ustnym ze słownictwa oraz wymowy i umiejętności konwersacji, ale to dopiero 2 i 3 stycznia.
W tym tygodniu będziemy mieli 3 dni wolnego z racji Bayram-u, muzułmańskiego święta podczas pod nóż pójdą zwierzęta. Niestety święta Narodzenia Pańskiego będą pracujące (oczywiście dla tych, którzy zdecydują się naukę w szkole;).
br. Paweł

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

moim zdaniem nie jest tak źle, lekcje są krótko i klasa jest mała, wniosek - jak wiele można się nauczyć. j.azjatyckie nie są trudne (wbrew pozorom japoński, na przykład, jest prosty koreański też da się przeżyć, o chińskim nie będę wspominać ;]) trzeba mieć tylko chęci, a będzie dobrze ^__^, dlatego życzę powodzenia i niech Duch Święty umacnia Was w Waszej nauce :)

gambatte! (z jap. powodzenia)

Anonimowy pisze...

jak dowiedziałam się że będziecie uczyć sie tureckiego to pomyślałam co oni na głowę upadli :) przecież tego nie da sie nauczyć ja jak uczyłam sie francuskiego to zastanawiałam sie co ja robie tuuu :DD ale teraz śmigam w 3 językach, tego samego życze i braciom... To część waszego zadania donego od Boga na to wygląda :D pozdrowienia z Lublina i okolic chociaż jestem w warszawie na zawodach ale pozdrawiaam :* 3majcie sie cieplutko tam i wracajcie do nas szybciutko xD pozdrawiam

Anonimowy pisze...

i ten turecki nie taki straszny... pamiętam w modlitwie a Pan niech działa
pozdrawiam